Przychodzisz w odwiedziny do kogoś. Wszystko fajnie, ładnie, jest pyszne jedzenie, gospodarze ładnie ubrani. Jednak po chwili orientujesz się, że coś nie gra: najpierw widzisz to dzięki niby nic nie znaczącym ironicznym docinkom gospodarza, potem słyszysz strzępy poważnych już rozmów z kuchni, szloch z łazienki, robi się coraz bardziej napięta atmosfera przy stole, aż w końcu pojawia się delikatna, acz stanowcza sugestia, że pora kończyć gościnę i w zasadzie to moglibyście już spierdalać. I żeby nikomu nie przyszło do głowy mieszanie się w nie swoje sprawy!