W sterowni było nadzwyczaj spokojnie. Światło nieco przytłumione, a kilkanaście ekranów rzucało niebieską poświatę na całe pomieszczenie. Przy jednej ze ścian, przy tej gdzie znajdowały się wielkie szafy sterownicze, świeciło się kilkaset kontrolek, większość zielonym, a niektóre żółtym światłem, ostrzegając przed jakimś mało istotnym zagrożeniem. Tak mało istotnym, że może się tym zająć dzienna zmiana. Zresztą, bądźmy szczerzy: co w takim reaktorze może się popsuć. Polska myśl inżynieryjna jeszcze nigdy nas nie zawiodła i głęboko wierzę, że nigdy nas nie zawiedzie. Fakt jest taki, że wszystkie procesy przebiegały prawidłowo. Temperatura w zbiorniku paliwowym utrzymywała się na odpowiednim poziomie, nowe pręty paliwowe działały jak ta lala, nic nie zapowiadało by zapotrzebowanie na moc tej nocy miało odbiegać od normy. Ale jednak gdzieś w trzewiach poczułem ścisk, niepokój jakiś i podenerwowanie. Aż się zacząłem zastanawiać, czy dzisiejszy obiad nie zawierał czegoś nieświeże...