Nigdy nie będziemy w stanie poznać drugiego człowieka. Z Adasiem było jeszcze gorzej - od zawsze miałem wrażenie, że nigdy nie chciał, aby ktoś inny miał szansę go poznać. Był jak duch, który przyglądał się nam gdzieś z boku, czasami bardzo wnikliwie, jednak niepostrzeżenie. A jednak każdy ma jakieś wyobrażenie o innym człowieku i ja też miałem wyobrażenie o Adasiu. Wyobrażenie powstawało od wielu, wielu lat i nic to, że nie widziałem człowieka na oczy, że nie mam pojęcia jak brzmiał jego głos. Nie mam żadnej z rzeczy sprawiających, że możemy powiedzieć o kimś: tak, znałem go.
A jednak jest mi smutno.
Chyba najbardziej dlatego, że już nie będzie szansy, by go poznać lepiej. Może dlatego, że już nie przeczytam niczego więcej o tym jak wyobraża sobie mnie? Że nie pozostawi po sobie więcej rzeczy, które zasługują na to, aby po prostu istniały? Może dlatego, że jedyne co o nim wiem to to, że naprawdę fantastycznie pisał? Że pomimo swojego niewątpliwego talentu nie zdążył, a może nie mógł napisać - jak często zresztą wspominał - wielkiej powieści o Śląsku? Że może jednak by to zrobił, gdyby wcześniej nie rozprawił się z nim rak?
Czuję się dotknięty tą śmiercią bardziej, niż mógłbym przypuszczać, że jakakolwiek śmierć mnie dotknie.