Przejdź do głównej zawartości

Koniec.

Zacznę może od cytatu, dość obszernego:
Ktoś policzył, ile komunikatów atakuje nas każdego dnia. Tysiące. Wypełzają z każdej dziury, wskakują jeden drugiemu na plecy coraz szybciej, niweczą poprzednika zanim dopowiedział pierwsze zdanie, by po sekundzie same zostały zniweczone.
(...)
Do niedawna byliśmy w stanie interpretować obrazy w tym samym tempie, w jakim je nam opowiedziano. Rozumieć je i przeżywać. Dziś odwieczna równoległość nadawcy i odbiorcy zostaje zerwana, szybsze od karabinu maszynowego tempo obrazkowej narracji skutecznie eliminuje myśli i uczucia. Pozostaje wir.
A przecież wśród komunikatów są ludzkie historie. Już sprowadzone do roli wirujących kształtów jak każdy inny gadżet. Czyjaś twarz staje się więc taką samą masą jak inny FCG (Fast Consumer Good), towar szybkiego użycia. 
 (...)
Facebookowy świat zaledwie ślizga się po powierzchni rzeczy. Zamiast słuchać się nawzajem i podczas rozmowy patrzeć sobie w oczy, zasypujemy się wstukanymi w rozgrzaną klawiaturę wesołkowatymi formułkami, szukając pigułek, którymi zastąpić chcemy coś, co utraciliśmy, choć zaczynamy już zapominać, co to właściwie było. Śni mi się koszmar, że pewnego dnia moja pięcioosbowa rodzina już nie wstanie od pięciu komputerów w pięciu kątach domu i tylko czasem przesyłać będziemy sobie emotikony. Oczywiście skłamane.
Maciej Pawlicki,  Uważam Rze (nr12/2011)
Wszystko ma jakiś umiar, rozumiem to doskonale. Wszystko jest dla ludzi, to rozumiem również. Jednak podskórnie czuję jak pewne rzeczy wymykają się. I tak jak Maciej Pawlicki czuje, że coś zaczyna tracić, tak i ja uzmysłowiłem sobie, że internet mi coś zabiera.

Po pierwsze: współczucie. W natłoku wszystkiego nie jestem w stanie ocenić co na współczucie zasługuje, a co nie. Po prostu nie ma na to czasu. A jeśli już nawet zacznę współczuć, zazwyczaj jest to powierzchowne. Na zasadzie stada - inni współczują, ja też mogę.

Po drugie: zwracanie uwagi na rzeczy, które powinny być jej całkowicie pozbawione. Te wszystkie wirale, kampanie reklamowe, akcje na facebooku, zbiorowa myśl internautów. To wszystko jest o kant dupy. Nikomu niepotrzebne, pozbawione treści, a jednocześnie angażujące nas w dużym stopniu, nawet jeśli nie pochwalamy tego. Samo notowanie w głowie poszczególnych rzeczy i klasyfikowanie tego jako "gówno warte" lub "ciekawe" sprawia, że już wkręcamy się w tę machinę.

I wreszcie najważniejsze: narastająca niechęć do ludzi. Na Facebooku na NK mamy mnóstwo znajomych, wielu z nich jest dostępnych, świecą się te ikonki na zielono i ogłaszają: można do mnie zagadać. W rzeczywistości nie mamy ochoty z nikim gadać, a internetowa odległość daje nam prawo do zignorowania czyjejś zaczepki. Na ulicy, kiedy spotykamy jakąś znajomą osobę, zatrzymujemy się i zamieniamy choć kilka słów. Tutaj, w internecie nawet nie mamy fizycznej możliwości by móc tak zrobić, nie mamy na to czasu i nie mamy przede wszystkim chęci, by to zrobić.

Przez to wszystko wymiana poglądów staje się płytsza, podpieramy się suchymi linkami, wyrabiamy sobie zdanie nie wsłuchując się w innych. Ignorujemy słowa i potrzeby. Przestają nas obchodzić myśli, a my sami narzucamy sobie filtr zostawiający fakty, odsuwamy na bok wrażliwość i empatię.

Mam po dziurki w nosie internetu.

Popularne posty z tego bloga

Cuda

Pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych. Lato na wsi. Poniedziałek zapowiadał się przepiękny. Poranne słońce raziło przez zamknięte powieki a na domiar złego muchy, wielkie i tłuste łaskotały zupełnie nieproszone. Dalsze wylegiwanie się w łóżku nie było już możliwe. Przewróciłem się z pleców na bok, spuściłem nogi z krawędzi łóżka i poczułem, że coś jest nie tak jak powinno być. Chociaż było to tak dawno temu, że uczucie niepokoju dorzuciłem sobie do wspomnień, bo wspomnienie te nie należy do bardzo przyjemnych. Ale być może dzięki temu ciągle jest tak wyraźne? Czy pamiętam, co wtedy jadłem na śniadanie? Nieszczególnie. Zazwyczaj pierwszym śniadaniowym wyborem w tamtym czasie były płatki kukurydziane, corn flakes, zalane świeżym mlekiem. Na marginesie te wielkie, czarne, tłuste i włochate muchy zlatujące się z całej okolicy do obory niedaleko domu, w której stała anonimowa krowa były ceną za to świeże mleko. Drugim śniadaniowym wyborem mogły być kanapki z pomidorami i jajkiem prosto od...

Cudze chwalicie...

...swego nie znacie. Często zdarza mi się nie doceniać naszej rodzimej twórczości. A to nie dobrze, ponieważ taka postawa może mieć poważne konsekwencje. Gdybym olewał sikiem prostym polską muzykę, mogłoby mnie ominąć: Numer przezajebisty. Po pierwsze - transowy. Hipnotyzujący. Zaskakujący i świeży jak poranne bułeczki. Muzycy z Wkurws obiecują, że płyta już jesienią. I ten BAS. I przejście w końcówce, przywołujące na myśl jakieś popową papkę. Ale nic z tego, fałsze i z pozoru nietrafione dźwięki. I znów - brzmienie basu. Ta płyta może się okazać jedną z jaśniejszych gwiazdek w tym roku. Innym wydarzeniem, które przykuło mą uwagę, to powstanie w Gdańsku kapeli, która stara się uciec wszelkiej klasyfikacji i mówiąc szczerze, udaje się to. Mowa o zespole Trupa Trupa, promującej obecnie swoją nową płytę. Można znaleźć na niej świetne melodie, świetne aranżacje. No i bardzo ciekawą produkcję. I teraz ważne info: chłopaki grają koncerty. Jeden z nich odbędzie się w sopockiej Papr...