Przejdź do głównej zawartości

Konsumpcja

Co jest niezbędne do przetrwania? Proste - jakieś pożywienie, woda, jakieś bezpieczne miejsce, w którym można schronić się przed niesprzyjającą pogodą i które pozwala na ukrycie się przed innymi, potencjalnie niebezpiecznymi istotami. A jednak historia pamięta ludzi, którzy potrafili mieć jeszcze mniej i żyć. Najbardziej spektakularne próby pozbycia się wszystkiego, co zwykło się uważać za niezbędne do życia podejmowali religijni asceci. Wśród chrześcijan taką znaną postacią jest Szymon Słupnik żyjący w ok. V wieku, który według przekazów spędził 40 lat na słupie mierzącym 18 metrów. Zresztą to nie jedyny Szymon "Słupnik". Kolejny, który według chrześcijańskich hagiografii żył 60 lat później, również dożył sędziwego wieku na wysokim słupie. Jedli tylko to, co przynieśli im ludzie, przed deszczem i słońcem chroniły ich jedynie płaszcze z kapturem. Religie pełne są takich historii - w teorii wyzbycie się wszelkich potrzeb doczesnych miało pomóc w życiu po śmierci. Z rzeczywistością ma to mało wspólnego i jedynym słusznym wytłumaczeniem trwania takich przekazów było "uszlachetnienie" biedy. 

Dzisiaj natomiast przeczytałem ten wywiad na stronie Gazety Wyborczej, w którym Jacek Stryczek, ksiądz, tak opowiada o swoim nawróceniu:

Bo na razie moja historia idzie tak, że mając 21 lat, przeżyłem nawrócenie i wstąpiłem na dość radykalną duchową ścieżkę, która polegała na przykład na tym, że spałem na podłodze, dużo też pościłem. No i w pewnym momencie doprowadziłem się do takiej sytuacji, że w zasadzie niczego już nie potrzebowałem. Nie czułem nawet smaku potraw. Ostatnią rzeczą, która jeszcze mi smakowała, były lody, a tak to nie potrzebowałem żadnych dodatkowych przyjemności, żeby być szczęśliwym.
Pomijając bzdury, które ten człowiek sobie pokrętnie tłumaczy, zaintrygował mnie ten właśnie fragment. "Doprowadziłem się do takiej sytuacji, że w zasadzie niczego już nie potrzebowałem". No właśnie - w zasadzie niczego. 

Bo czego tak właściwie potrzebujemy i co najważniejsze - dlaczego tego potrzebujemy? Na pewno nikt nie zdziwi się oczywistym stwierdzeniem, że większość potrzeb współczesnych ludzi powstaje w biurowcach, gdzie projektuje się kampanie marketingowe rozbudzające wyobraźnię i podsycające chęć posiadania.

Podchodząc do zagadnienia ewolucyjnie, ludziom nie jest potrzebne wyróżnianie się z tłumu - dowiedziono, że podstawą rozwoju ludzkości była umiejętność współpracy i życie w rozwijających się wspólnotach. Jednak schodząc niżej, np do poziomu  populacji okazuje się, że umiejętność gromadzenia rzeczy ułatwiających i podnoszących komfort życia, pozwala na przetrwanie puli genowej, co jest podstawowym imperatywem istoty żywej. Schodząc jeszcze niżej, na poziom osobniczy, okazuje się, że stan posiadania jest jakimś probierzem zaradności życiowej. A to przecież osobniki najbardziej zaradne znajdują najatrakcyjniejszych partnerów, z którymi tworzą jeszcze atrakcyjniejsze potomstwo.

Oczywiście to ogromne uogólnienie. Z jakiegoś powodu ludzie starają się przygotowywać posiłki, aby były smaczne, tworzyć przedmioty cieszące oczy, muzykę przyjemną dla uszu, materiały delikatne dla skóry. Budują budynki tak, aby łatwo  i przyjemnie się w nich żyło. Czy te potrzeby są wynikiem naturalnych predyspozycji człowieka? Czy może te potrzeby są tworzone przez przez sprytniejszych ludzi wykorzystujących to, że ludzie nieraz za wszelką ceną dążą do zaspakajania takich potrzeb? Nowy samochód, dom, sprzęt elektroniczny, najnowsza gra, film, muzyka, ubranie... 

Chętnie przeczytam coś, co porusza wątek potrzeby posiadania i wyróżniania się od innych, ale od strony neurobiologii, antropologii i ogólnie raczej nauk biologicznych, nie filozoficznych. Dzięki!

Popularne posty z tego bloga

Cuda

Pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych. Lato na wsi. Poniedziałek zapowiadał się przepiękny. Poranne słońce raziło przez zamknięte powieki a na domiar złego muchy, wielkie i tłuste łaskotały zupełnie nieproszone. Dalsze wylegiwanie się w łóżku nie było już możliwe. Przewróciłem się z pleców na bok, spuściłem nogi z krawędzi łóżka i poczułem, że coś jest nie tak jak powinno być. Chociaż było to tak dawno temu, że uczucie niepokoju dorzuciłem sobie do wspomnień, bo wspomnienie te nie należy do bardzo przyjemnych. Ale być może dzięki temu ciągle jest tak wyraźne? Czy pamiętam, co wtedy jadłem na śniadanie? Nieszczególnie. Zazwyczaj pierwszym śniadaniowym wyborem w tamtym czasie były płatki kukurydziane, corn flakes, zalane świeżym mlekiem. Na marginesie te wielkie, czarne, tłuste i włochate muchy zlatujące się z całej okolicy do obory niedaleko domu, w której stała anonimowa krowa były ceną za to świeże mleko. Drugim śniadaniowym wyborem mogły być kanapki z pomidorami i jajkiem prosto od...

Cudze chwalicie...

...swego nie znacie. Często zdarza mi się nie doceniać naszej rodzimej twórczości. A to nie dobrze, ponieważ taka postawa może mieć poważne konsekwencje. Gdybym olewał sikiem prostym polską muzykę, mogłoby mnie ominąć: Numer przezajebisty. Po pierwsze - transowy. Hipnotyzujący. Zaskakujący i świeży jak poranne bułeczki. Muzycy z Wkurws obiecują, że płyta już jesienią. I ten BAS. I przejście w końcówce, przywołujące na myśl jakieś popową papkę. Ale nic z tego, fałsze i z pozoru nietrafione dźwięki. I znów - brzmienie basu. Ta płyta może się okazać jedną z jaśniejszych gwiazdek w tym roku. Innym wydarzeniem, które przykuło mą uwagę, to powstanie w Gdańsku kapeli, która stara się uciec wszelkiej klasyfikacji i mówiąc szczerze, udaje się to. Mowa o zespole Trupa Trupa, promującej obecnie swoją nową płytę. Można znaleźć na niej świetne melodie, świetne aranżacje. No i bardzo ciekawą produkcję. I teraz ważne info: chłopaki grają koncerty. Jeden z nich odbędzie się w sopockiej Papr...

Koniec.

Zacznę może od cytatu, dość obszernego: Ktoś policzył, ile komunikatów atakuje nas każdego dnia. Tysiące. Wypełzają z każdej dziury, wskakują jeden drugiemu na plecy coraz szybciej, niweczą poprzednika zanim dopowiedział pierwsze zdanie, by po sekundzie same zostały zniweczone. (...) Do niedawna byliśmy w stanie interpretować obrazy w tym samym tempie, w jakim je nam opowiedziano. Rozumieć je i przeżywać. Dziś odwieczna równoległość nadawcy i odbiorcy zostaje zerwana, szybsze od karabinu maszynowego tempo obrazkowej narracji skutecznie eliminuje myśli i uczucia. Pozostaje wir. A przecież wśród komunikatów są ludzkie historie. Już sprowadzone do roli wirujących kształtów jak każdy inny gadżet. Czyjaś twarz staje się więc taką samą masą jak inny FCG (Fast Consumer Good), towar szybkiego użycia.   (...) Facebookowy świat zaledwie ślizga się po powierzchni rzeczy. Zamiast słuchać się nawzajem i podczas rozmowy patrzeć sobie w oczy, zasypujemy się wstukanymi w rozgrzaną klawiaturę...