Nie powinno być nic zaskakującego w tym, że społeczeństwo to w dużej mierze głąby. A jednak przykro mi teraz, bo oceniam w przykry sposób kondycje umysłową jakiejś części społeczeństwa, a nigdy nie czuję się na tyle kompetentny aby być pewnym, że to sprawiedliwa ocena. W każdym razie gdzieś mi miga światełko, że nie muszę mieć racji. Jednocześnie to światełko słabo może konkurować z blaskiem głupoty, wylewającej się z jadaczek tych wszystkich debili, którzy bardzo lubują się w podkreślaniu tego, że logika to ich mocna strona. Jak można gwałcić tak bardzo logikę? Chociaż z drugiej strony... Te same osoby w gwałcie widzą naturalne ujście nadmiarowej testosteronowej energii, której winna jest zazwyczaj samoprosząca się o to ofiara.
No smutek.
Już wczoraj, kiedy tylko media doniosły o wyroku norweskiego sądu, który przyznał rację Breivikowi skarżącemu więzienie o traktowanie niezgodne z prawami człowieka, z internetu wylało się szambo. Po prostu zaczynam się tym wszystkim brzydzić. A przez przypadek ten temat poruszył jeden z facetów, który gościł mnie i mojego kolegę z pracy na branżowej konferencji. Ależ mój kolega się zapalił, jak ochoczo odmawiał zwyrodnialcowi wszystkich praw, jakby go zostawił w ciemnej, mokrej celi z aluminiową miską i psim żarciem raz dziennie. Żeby szczał i srał pod siebie, a słońca i innego człowieka nie zobaczył już nigdy. Uśmiechnąłem się smutno tylko i zapytałem, czy ten cały Breivik nadal jest człowiekiem? Odpowiedzi nie uzyskałem, ale kolega tak jakby nabrał do mnie większego dystansu.
Nie wydaję żadnych radykalnych opinii. Może czasami na twitterze, ale tam są ludzie jeszcze bardziej zradykalizowani. W każdym razie: nie wydaję żadnych radykalnych opinii. Od czasu do czasu daję do zrozumienia, że coś mnie smuci. Być może jakoś podświadomie wysyłam telepatyczne sygnały typu „jesteś debilem” do każdego, kto werbalnie artykułuje swoje niedojebane myśli? A może to ja nie mam ochoty wysłuchiwać rzeczy, które obrażają moją inteligencję i również podświadomie odsuwam się? Pech chciał, że wielu z moich dotychczasowych znajomych nie oparło się libertyńskiej indoktrynacji, uznając Korwina za człowieka mającego jakiekolwiek pojęcie o świecie. A może jednak smutek wobec postaw prezentowanych przez ludzi, których znam i których uważam za inteligentnych jest radykalny?
Tracę wspólny język z tymi ludźmi; tematy, o których mógłbym rozmawiać, wydają się nieistotne, czasem głupie, pozbawione sensu. Nie chce mi się rozmawiać o gównie, zazwyczaj.
No smutek.
Już wczoraj, kiedy tylko media doniosły o wyroku norweskiego sądu, który przyznał rację Breivikowi skarżącemu więzienie o traktowanie niezgodne z prawami człowieka, z internetu wylało się szambo. Po prostu zaczynam się tym wszystkim brzydzić. A przez przypadek ten temat poruszył jeden z facetów, który gościł mnie i mojego kolegę z pracy na branżowej konferencji. Ależ mój kolega się zapalił, jak ochoczo odmawiał zwyrodnialcowi wszystkich praw, jakby go zostawił w ciemnej, mokrej celi z aluminiową miską i psim żarciem raz dziennie. Żeby szczał i srał pod siebie, a słońca i innego człowieka nie zobaczył już nigdy. Uśmiechnąłem się smutno tylko i zapytałem, czy ten cały Breivik nadal jest człowiekiem? Odpowiedzi nie uzyskałem, ale kolega tak jakby nabrał do mnie większego dystansu.
Nie wydaję żadnych radykalnych opinii. Może czasami na twitterze, ale tam są ludzie jeszcze bardziej zradykalizowani. W każdym razie: nie wydaję żadnych radykalnych opinii. Od czasu do czasu daję do zrozumienia, że coś mnie smuci. Być może jakoś podświadomie wysyłam telepatyczne sygnały typu „jesteś debilem” do każdego, kto werbalnie artykułuje swoje niedojebane myśli? A może to ja nie mam ochoty wysłuchiwać rzeczy, które obrażają moją inteligencję i również podświadomie odsuwam się? Pech chciał, że wielu z moich dotychczasowych znajomych nie oparło się libertyńskiej indoktrynacji, uznając Korwina za człowieka mającego jakiekolwiek pojęcie o świecie. A może jednak smutek wobec postaw prezentowanych przez ludzi, których znam i których uważam za inteligentnych jest radykalny?
Tracę wspólny język z tymi ludźmi; tematy, o których mógłbym rozmawiać, wydają się nieistotne, czasem głupie, pozbawione sensu. Nie chce mi się rozmawiać o gównie, zazwyczaj.