Chciałem sobie coś napisać, bo dawno nie
pisałem na mechanicznej klawiaturze. Przynajmniej jest "feeling" mechanicznej
klawiatury. W każdym razie słychać całkiem charakterystyczny stukot pukot mechanizmu
pod klawiszami. Czuję, że piszę. Nareszcie. Tylko to niekoniecznie musi być mechanizm
taki prawdziwy. Może ten mechanizm być udawany przez kawałek sprężynki, który
tylko naśladuje stukanie pukanie prawdziwego mechanizmu klawiatury
mechanicznej. Czy jest na tym świecie jeszcze coś prawdziwego?
Pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych. Lato na wsi. Poniedziałek zapowiadał się przepiękny. Poranne słońce raziło przez zamknięte powieki a na domiar złego muchy, wielkie i tłuste łaskotały zupełnie nieproszone. Dalsze wylegiwanie się w łóżku nie było już możliwe. Przewróciłem się z pleców na bok, spuściłem nogi z krawędzi łóżka i poczułem, że coś jest nie tak jak powinno być. Chociaż było to tak dawno temu, że uczucie niepokoju dorzuciłem sobie do wspomnień, bo wspomnienie te nie należy do bardzo przyjemnych. Ale być może dzięki temu ciągle jest tak wyraźne? Czy pamiętam, co wtedy jadłem na śniadanie? Nieszczególnie. Zazwyczaj pierwszym śniadaniowym wyborem w tamtym czasie były płatki kukurydziane, corn flakes, zalane świeżym mlekiem. Na marginesie te wielkie, czarne, tłuste i włochate muchy zlatujące się z całej okolicy do obory niedaleko domu, w której stała anonimowa krowa były ceną za to świeże mleko. Drugim śniadaniowym wyborem mogły być kanapki z pomidorami i jajkiem prosto od...