Przejdź do głównej zawartości

Na pohybel formalistom!

Formalizm to koncepcja, według której to co decyduje o wartości dzieła, można zawrzeć w dwóch kategoriach - formie oraz treści. Jedynym jednak (lub w wersji mniej radykalnej - najważniejszym) aspektem oceny ma być forma, czyli zestaw fizycznych, pozazmysłowych właściwości dzieła, takich jak układ, konstrukcja lub kompozycja. W szerokim ujęciu forma to "materialne uposażenie" dzieła sztuki (Ingarden), czyli to co bezpośrednio jest w dziele przedstawione i postrzegane przez odbiorcę. Wg Ingardena z tak przedstawioną formą koreluje treść, będąca domniemaniem tego, czego bezpośrednio nie można odczytać z dzieła. Forma to ucieleśnienie, treść tym, co zostało wyrażone przez ucieleśnienie. Dla formalistów treść jest drugorzędną cechą dzieła, cechą, która nie powinna wpływać na jego całościową ocenę; całkowicie oddzielają formę od treści przekonując, że dzieło sztuki powinno pozostać "organiczną całością", którego interpretacja nie powinna zależeć od walorów pozaestetycznych. Współcześnie jako treść rozumie się coraz częściej kontekst, a więc "zestaw odniesień niezbędnych do zrozumienia dzieła". 

Dla rozumienia czym jest formalizm dobrze byłoby się przyjrzeć w jaki sposób formalista wartościuje dzieło, jak estetyczne i artystyczne walory dzieła wpływają na jego ocenę. Można dosyć bezpiecznie przyjąć, że wartości artystyczne to właściwości sprawiające, że dzieło jest odbierane jako sztuka, czyli takie jak realizm, kunszt wykonania, konsekwencja stylu czy nowatorstwo i te właściwości w zasadzie mogą być dostrzeżone tylko przez profesjonalnych znawców i pasjonatów. W podobnym kierunku wychodzi wartościowanie estetyczne, możliwe tylko przez odpowiednio wytrenowanych odbiorców, zdolnych do przeżyć estetycznych. Wynika z powyższego, że aby prawdziwie docenić dzieło, jest wymagane formalne wykształcenie, dające odpowiedni aparat poznawczy odbiorcy, niemal nadające odpowiedni kierunek ocenie dzieła.

Ogólnie wartości formalne zawsze pozostaną jednym z kryteriów oceny dzieła, ponieważ są wspólne dla wszystkich dziedzin sztuki w całej historii. Co więcej wartości formalne mogą z powodzeniem całkowicie decydować o wartości artystycznej i estetycznej dzieła. Na przestrzeni wieków rozszerzanie formy o nowe właściwości pozwoliło na włączenie do kanonu wiele dzieł, które wcześniej za sztukę nie mogły być uznane, właśnie ze względów nomen omen formalnych. I właśnie ten tradycyjny redukcjonizm zawarty w formalizmie jest jednocześnie gwoździem do trumny tej koncepcji: otwarcie sztuki na nowo pojawiające się w przestrzeni formy jest możliwe tylko po uznaniu nowej formy za sztukę przez odpowiednio dużą masę wytrenowanych krytyków. Izoluje to sztukę od tych, co nie są w jej dostrzeganiu wytrenowani. Sprawia, że sztuka nie jest egalitarna i dostępna dla każdego, a historia dowodzi zupełnie czegoś przeciwnego - sztuka zawsze była elementem budującym tożsamość wszelkich grup, dostępna dla każdego, niezależna od formalnego wykształcenia. To co nazywamy sztuką nie jest (nie powinno być?) definiowane przez akademickie rozumienie formy, bo forma, tworzywo, nieustannie się zmieniają i nie mogą być rozumiane bez treści czy też kontekstu. Z tego powodu nikt nie ma prawa (nawet autor dzieła!), aby odmówić danemu dziełu, właśnie ze względów formalnych, bycia sztuką.

PS. Ogólnie jeśli używam słowa "dzieło" mam na myśli "dzieło sztuki".

źródła
źródła 2

Popularne posty z tego bloga

Cuda

Pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych. Lato na wsi. Poniedziałek zapowiadał się przepiękny. Poranne słońce raziło przez zamknięte powieki a na domiar złego muchy, wielkie i tłuste łaskotały zupełnie nieproszone. Dalsze wylegiwanie się w łóżku nie było już możliwe. Przewróciłem się z pleców na bok, spuściłem nogi z krawędzi łóżka i poczułem, że coś jest nie tak jak powinno być. Chociaż było to tak dawno temu, że uczucie niepokoju dorzuciłem sobie do wspomnień, bo wspomnienie te nie należy do bardzo przyjemnych. Ale być może dzięki temu ciągle jest tak wyraźne? Czy pamiętam, co wtedy jadłem na śniadanie? Nieszczególnie. Zazwyczaj pierwszym śniadaniowym wyborem w tamtym czasie były płatki kukurydziane, corn flakes, zalane świeżym mlekiem. Na marginesie te wielkie, czarne, tłuste i włochate muchy zlatujące się z całej okolicy do obory niedaleko domu, w której stała anonimowa krowa były ceną za to świeże mleko. Drugim śniadaniowym wyborem mogły być kanapki z pomidorami i jajkiem prosto od...

Cudze chwalicie...

...swego nie znacie. Często zdarza mi się nie doceniać naszej rodzimej twórczości. A to nie dobrze, ponieważ taka postawa może mieć poważne konsekwencje. Gdybym olewał sikiem prostym polską muzykę, mogłoby mnie ominąć: Numer przezajebisty. Po pierwsze - transowy. Hipnotyzujący. Zaskakujący i świeży jak poranne bułeczki. Muzycy z Wkurws obiecują, że płyta już jesienią. I ten BAS. I przejście w końcówce, przywołujące na myśl jakieś popową papkę. Ale nic z tego, fałsze i z pozoru nietrafione dźwięki. I znów - brzmienie basu. Ta płyta może się okazać jedną z jaśniejszych gwiazdek w tym roku. Innym wydarzeniem, które przykuło mą uwagę, to powstanie w Gdańsku kapeli, która stara się uciec wszelkiej klasyfikacji i mówiąc szczerze, udaje się to. Mowa o zespole Trupa Trupa, promującej obecnie swoją nową płytę. Można znaleźć na niej świetne melodie, świetne aranżacje. No i bardzo ciekawą produkcję. I teraz ważne info: chłopaki grają koncerty. Jeden z nich odbędzie się w sopockiej Papr...

Koniec świata cz. 2

Dzieciństwo, które chcę pamiętać   Moi rodzice są gorolami. To oznacza, że każde wakacje mogłem spędzać poza Śląskiem. Koledzy i koleżanki z klasy wyjeżdżali na kolonie organizowane przez zakłady pracy, ja wakacje spędzałem u swoich babć, wujków i ciotek z niezliczoną rzeszą kuzynów i kuzynek, bliższych i dalszych.  Wakacje w ogóle są bogatym źródłem wspomnień. Z oczywistych względów był to okres niezwykłego poczucia wolności, takiej wolności, której prawdopodobnie nikt z nas nigdy nie będzie już  miał. Wychodziliśmy z domów rano, czasami nawet wcześniej niż podczas roku szkolnego, a wracaliśmy dopiero wtedy, gdy nas zmusił do tego głód.   Jeden z moich kuzynów uwielbiał wszystko, co było związane z wojskiem. Starszy ode mnie i od mojego brata o kilka lat, był naturalnie wielkim autorytetem i słuchaliśmy z zapartym tchem, kiedy opowiadał nam o najróżniejszych konfliktach zbrojnych, zwłaszcza tych, w których brali udział bohaterscy Amerykanie walczący w Kor...