Przejdź do głównej zawartości

Koniec świata cz. 3

Inne wakacje

Oczywiście jeździłem też na kolonie. Na pierwszych wylądowaliśmy w Międzyzdrojach i to był pierwszy raz w życiu, kiedy zobaczyłem morze. Czy zrobiło na mnie wielkie wrażenie? Chyba nie, bo nie pamiętam jakiegoś wielkiego entuzjazmu, ale być może ma to związek z tym, że tęskniłem za domem. Pamiętam za to, że wszedłem z tak wielkim impetem w słup drogowy, że po odbiciu od niego wylądowałem na ulicy i że śmiechom z tego nie było końca.

Chłopcy mieszkali na drugim piętrze, dziewczyny na pierwszym i jak to bywa na koloniach, na jednej z dyskotek, gdzie do hitów lat 80 i 90 każdy podpierał ściany, a na środku stołówki zmienionej w salę taneczną, podskakiwało kilka dziewczyn, poznałem się z jedną taką - niestety jej imienia nie pamiętam. Doskonale za to pamiętam skąd była: Wodzisław Śląski, osiedle XXX-lecia. Skąd pamiętam? Dziewczyna wysłała do mnie list po tych wakacjach, taki papierowy, na który, wstyd się przyznać, nie odpisałem. Któregoś razu po czasie wolnym i po kolacji zamiast na drugie piętro, razem z poznaną koleżanką prześlizgnęliśmy się do jej pokoju, który dzieliła z dwiema innymi koleżankami. Było to zachowanie naganne, chłopcy nie mogli ot tak przychodzić sobie do dziewczyn po godzinie 21. Kiedy więc jedna z dyżurujących opiekunek robiących obchód zapukała do drzwi, schowaliśmy mnie do pojemnika na pościel pod łóżkiem. Prawie udusiłem się próbując nie roześmiać w głos, ale udało się wymknąć później na swoje piętro niezauważonym, czym zamazałem blamaż związany ze słupem drogowym. Wszyscy wiedzieli, że byłem tym, co zakradł się do dziewczyn. 

Nie obyło się od poważnych oparzeń słonecznych. Byłem bardzo bladym ośmiolatkiem, włosy jasne jak len, podobnie jak skóra, a w pełnym słońcu po zdjęciu koszulki patrząc na mnie należało przysłonić oczy, żeby nie zostać oślepionym. Zmęczony po przeskakiwaniu morskich fal położyłem się na ręczniku, na głowę rzuciłem sobie koszulkę i zasnąłem zapomniany przez wszystkich. Kiedy wieczorem płakałem z bólu, opiekunki szukały maślanki do smarowania spieczonych pleców. Znalazły ją, a wokół mnie już do końca turnusu unosił się zapach zjełczałego masła.

Na innym koloniach miałem aparat fotograficzny. Analogowy. Tak się złożyło, że mieszkałem w pokoju z chłopakiem, który nie lubił mnie, a ja nie lubiłem jego. Powód naszej wzajemnej niechęci był prosty: on był przemądrzały i ja byłem przemądrzały. Kiedy on opowiadał o jakichś ciekawostkach, ja zawsze znajdowałem nieścisłość i szastałem swoją wiedzą i erudycją, w końcu przeczytałem wszystkie encyklopedie w domu, wszystkie książki popularnonaukowe wyjaśniające jak działa świat. Nie mógł mnie zagiąć i nie mogłem znieść, kiedy się mylił. Być może zakończyłoby się to piękną przyjaźnią, jednak turnus się skończył, a kiedy moja mama miesiąc potem wywołała zdjęcia z kliszy, przerażona odkryła, że oprócz krzywych pejzaży i uśmiechniętych dzieci wśród zdjęć znalazło się kilka młodzieńczych, właściwie jeszcze dziecięcych "dickpiców", przedstawiających zdecydowanie nie moje przyrodzenie. To definitywnie przekreśliło naszą ewentualną przyjaźń.

Popularne posty z tego bloga

Koniec świata cz. 2

Dzieciństwo, które chcę pamiętać   Moi rodzice są gorolami. To oznacza, że każde wakacje mogłem spędzać poza Śląskiem. Koledzy i koleżanki z klasy wyjeżdżali na kolonie organizowane przez zakłady pracy, ja wakacje spędzałem u swoich babć, wujków i ciotek z niezliczoną rzeszą kuzynów i kuzynek, bliższych i dalszych.  Wakacje w ogóle są bogatym źródłem wspomnień. Z oczywistych względów był to okres niezwykłego poczucia wolności, takiej wolności, której prawdopodobnie nikt z nas nigdy nie będzie już  miał. Wychodziliśmy z domów rano, czasami nawet wcześniej niż podczas roku szkolnego, a wracaliśmy dopiero wtedy, gdy nas zmusił do tego głód.   Jeden z moich kuzynów uwielbiał wszystko, co było związane z wojskiem. Starszy ode mnie i od mojego brata o kilka lat, był naturalnie wielkim autorytetem i słuchaliśmy z zapartym tchem, kiedy opowiadał nam o najróżniejszych konfliktach zbrojnych, zwłaszcza tych, w których brali udział bohaterscy Amerykanie walczący w Kor...

Koniec świata cz. 1

To czego nie mogę pamiętać  Urodziłem się zimą, w czasach, kiedy mięso można było kupić tylko jeśli posiadało się bony żywnościowe nazywane przez wszystkich kartkami. Oczywiście nie mogę tego pamiętać. Pierwsze co pamiętam, to słoneczny dzień w kolorze sepii. Choć prawdę mówiąc, nie wiem ile w tym wspomnieniu jest mojej pamięci, a ile opowiadań moich rodziców i fotografii z tamtego okresu. Więc te pierwsze wspomnienie dotyczy jednego z moich pierwszych zakupów: oto stoję przy ladzie niewielkiego sklepu na rogu jakichś ulic na Bobrku i trzymam w dłoni banknot stuzłotowy, czerwony, wymięty, z zamiarem kupna lizaka. Karmelowego serca na patyku. Moja mama czeka na mnie przed sklepem, promienie słońca przedzierają się przez liście koloru sepii, niebo jest pomarańczowe, wszystkie kolory dookoła to brązy i beże, choć mógłbym przysiąc, że była wiosna, a może wczesne lato, liście powinny być zielone, niebo błękitne, ceglane familoki czerwone i a miniona epoka szarobura.  Kolejne ws...

Anonim

Nigdy nie będziemy w stanie poznać drugiego człowieka. Z Adasiem było jeszcze gorzej - od zawsze miałem wrażenie, że nigdy nie chciał, aby ktoś inny miał szansę go poznać. Był jak duch, który przyglądał się nam gdzieś z boku, czasami bardzo wnikliwie, jednak niepostrzeżenie. A jednak każdy ma jakieś wyobrażenie o innym człowieku i ja też miałem wyobrażenie o Adasiu. Wyobrażenie powstawało od wielu, wielu lat i nic to, że nie widziałem człowieka na oczy, że nie mam pojęcia jak brzmiał jego głos. Nie mam żadnej z rzeczy sprawiających, że możemy powiedzieć o kimś: tak, znałem go.  A jednak jest mi smutno. Chyba najbardziej dlatego, że już nie będzie szansy, by go poznać lepiej. Może dlatego, że już nie przeczytam niczego więcej o tym jak wyobraża sobie mnie? Że nie pozostawi po sobie więcej rzeczy, które zasługują na to, aby po prostu istniały? Może dlatego, że jedyne co o nim wiem to to, że naprawdę fantastycznie pisał? Że pomimo swojego niewątpliwego talentu nie zdążył, a może nie m...