Inne wakacje
Oczywiście jeździłem też na kolonie. Na pierwszych wylądowaliśmy w Międzyzdrojach i to był pierwszy raz w życiu, kiedy zobaczyłem morze. Czy zrobiło na mnie wielkie wrażenie? Chyba nie, bo nie pamiętam jakiegoś wielkiego entuzjazmu, ale być może ma to związek z tym, że tęskniłem za domem. Pamiętam za to, że wszedłem z tak wielkim impetem w słup drogowy, że po odbiciu od niego wylądowałem na ulicy i że śmiechom z tego nie było końca.Chłopcy mieszkali na drugim piętrze, dziewczyny na pierwszym i jak to bywa na koloniach, na jednej z dyskotek, gdzie do hitów lat 80 i 90 każdy podpierał ściany, a na środku stołówki zmienionej w salę taneczną, podskakiwało kilka dziewczyn, poznałem się z jedną taką - niestety jej imienia nie pamiętam. Doskonale za to pamiętam skąd była: Wodzisław Śląski, osiedle XXX-lecia. Skąd pamiętam? Dziewczyna wysłała do mnie list po tych wakacjach, taki papierowy, na który, wstyd się przyznać, nie odpisałem. Któregoś razu po czasie wolnym i po kolacji zamiast na drugie piętro, razem z poznaną koleżanką prześlizgnęliśmy się do jej pokoju, który dzieliła z dwiema innymi koleżankami. Było to zachowanie naganne, chłopcy nie mogli ot tak przychodzić sobie do dziewczyn po godzinie 21. Kiedy więc jedna z dyżurujących opiekunek robiących obchód zapukała do drzwi, schowaliśmy mnie do pojemnika na pościel pod łóżkiem. Prawie udusiłem się próbując nie roześmiać w głos, ale udało się wymknąć później na swoje piętro niezauważonym, czym zamazałem blamaż związany ze słupem drogowym. Wszyscy wiedzieli, że byłem tym, co zakradł się do dziewczyn.
Nie obyło się od poważnych oparzeń słonecznych. Byłem bardzo bladym ośmiolatkiem, włosy jasne jak len, podobnie jak skóra, a w pełnym słońcu po zdjęciu koszulki patrząc na mnie należało przysłonić oczy, żeby nie zostać oślepionym. Zmęczony po przeskakiwaniu morskich fal położyłem się na ręczniku, na głowę rzuciłem sobie koszulkę i zasnąłem zapomniany przez wszystkich. Kiedy wieczorem płakałem z bólu, opiekunki szukały maślanki do smarowania spieczonych pleców. Znalazły ją, a wokół mnie już do końca turnusu unosił się zapach zjełczałego masła.
Na innym koloniach miałem aparat fotograficzny. Analogowy. Tak się złożyło, że mieszkałem w pokoju z chłopakiem, który nie lubił mnie, a ja nie lubiłem jego. Powód naszej wzajemnej niechęci był prosty: on był przemądrzały i ja byłem przemądrzały. Kiedy on opowiadał o jakichś ciekawostkach, ja zawsze znajdowałem nieścisłość i szastałem swoją wiedzą i erudycją, w końcu przeczytałem wszystkie encyklopedie w domu, wszystkie książki popularnonaukowe wyjaśniające jak działa świat. Nie mógł mnie zagiąć i nie mogłem znieść, kiedy się mylił. Być może zakończyłoby się to piękną przyjaźnią, jednak turnus się skończył, a kiedy moja mama miesiąc potem wywołała zdjęcia z kliszy, przerażona odkryła, że oprócz krzywych pejzaży i uśmiechniętych dzieci wśród zdjęć znalazło się kilka młodzieńczych, właściwie jeszcze dziecięcych "dickpiców", przedstawiających zdecydowanie nie moje przyrodzenie. To definitywnie przekreśliło naszą ewentualną przyjaźń.