Przejdź do głównej zawartości

Koniec świata cz. 1

To czego nie mogę pamiętać 

Urodziłem się zimą, w czasach, kiedy mięso można było kupić tylko jeśli posiadało się bony żywnościowe nazywane przez wszystkich kartkami. Oczywiście nie mogę tego pamiętać. Pierwsze co pamiętam, to słoneczny dzień w kolorze sepii. Choć prawdę mówiąc, nie wiem ile w tym wspomnieniu jest mojej pamięci, a ile opowiadań moich rodziców i fotografii z tamtego okresu. Więc te pierwsze wspomnienie dotyczy jednego z moich pierwszych zakupów: oto stoję przy ladzie niewielkiego sklepu na rogu jakichś ulic na Bobrku i trzymam w dłoni banknot stuzłotowy, czerwony, wymięty, z zamiarem kupna lizaka. Karmelowego serca na patyku. Moja mama czeka na mnie przed sklepem, promienie słońca przedzierają się przez liście koloru sepii, niebo jest pomarańczowe, wszystkie kolory dookoła to brązy i beże, choć mógłbym przysiąc, że była wiosna, a może wczesne lato, liście powinny być zielone, niebo błękitne, ceglane familoki czerwone i a miniona epoka szarobura. 

Kolejne wspomnienie, niekoniecznie prawidłowo umieszczone w chronologii, to trauma wizyty u fryzjera, którego bałem się tak panicznie, że ugryzłem go w dłoń. Pamiętam też sąsiadkę, która piekła dla mnie i brata podpłomyki na żeliwnej płycie pieca oraz pamiętam jak denerwował mnie brat, kiedy swoim zabawkowym samochodem jechał tyłem do przodu, zamiast normalnie, przodem do przodu i jak go poprawiałem ciągle, a on cały czas robił tak jak chciał, mógłbym przysiąc, że złośliwie, ale czy dzieci, które jeszcze niespecjalnie potrafią chodzić mogą być złośliwe? 

Inne wspomnienie to długi szpitalny korytarz, bez okien, z mnóstwem drzwi, z migającymi lampami jarzeniowymi, z małymi drewnianymi szkolnymi krzesełkami postawionymi przy ścianach. Znalazłem się tam, bo całą rodziną podtruliśmy się czadem. I to że żyję zawdzięczam jakiemuś nadzwyczajnemu instynktowi mojego ojca, który oglądając telewizję późno w nocy, gdy całą resztą już wszyscy spaliśmy, poczuł zawroty głowy i pierwsze o czym pomyślał, że to czad. Otworzył wszystkie okna, obudził nas, wyprowadził z mieszkania. Tego oczywiście nie pamiętam, tylko ten szpitalny korytarz pamiętam, z zimnym światłem i jednostajnym brzęczeniem lamp. 

Popularne posty z tego bloga

Cuda

Pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych. Lato na wsi. Poniedziałek zapowiadał się przepiękny. Poranne słońce raziło przez zamknięte powieki a na domiar złego muchy, wielkie i tłuste łaskotały zupełnie nieproszone. Dalsze wylegiwanie się w łóżku nie było już możliwe. Przewróciłem się z pleców na bok, spuściłem nogi z krawędzi łóżka i poczułem, że coś jest nie tak jak powinno być. Chociaż było to tak dawno temu, że uczucie niepokoju dorzuciłem sobie do wspomnień, bo wspomnienie te nie należy do bardzo przyjemnych. Ale być może dzięki temu ciągle jest tak wyraźne? Czy pamiętam, co wtedy jadłem na śniadanie? Nieszczególnie. Zazwyczaj pierwszym śniadaniowym wyborem w tamtym czasie były płatki kukurydziane, corn flakes, zalane świeżym mlekiem. Na marginesie te wielkie, czarne, tłuste i włochate muchy zlatujące się z całej okolicy do obory niedaleko domu, w której stała anonimowa krowa były ceną za to świeże mleko. Drugim śniadaniowym wyborem mogły być kanapki z pomidorami i jajkiem prosto od...

Cudze chwalicie...

...swego nie znacie. Często zdarza mi się nie doceniać naszej rodzimej twórczości. A to nie dobrze, ponieważ taka postawa może mieć poważne konsekwencje. Gdybym olewał sikiem prostym polską muzykę, mogłoby mnie ominąć: Numer przezajebisty. Po pierwsze - transowy. Hipnotyzujący. Zaskakujący i świeży jak poranne bułeczki. Muzycy z Wkurws obiecują, że płyta już jesienią. I ten BAS. I przejście w końcówce, przywołujące na myśl jakieś popową papkę. Ale nic z tego, fałsze i z pozoru nietrafione dźwięki. I znów - brzmienie basu. Ta płyta może się okazać jedną z jaśniejszych gwiazdek w tym roku. Innym wydarzeniem, które przykuło mą uwagę, to powstanie w Gdańsku kapeli, która stara się uciec wszelkiej klasyfikacji i mówiąc szczerze, udaje się to. Mowa o zespole Trupa Trupa, promującej obecnie swoją nową płytę. Można znaleźć na niej świetne melodie, świetne aranżacje. No i bardzo ciekawą produkcję. I teraz ważne info: chłopaki grają koncerty. Jeden z nich odbędzie się w sopockiej Papr...

Koniec.

Zacznę może od cytatu, dość obszernego: Ktoś policzył, ile komunikatów atakuje nas każdego dnia. Tysiące. Wypełzają z każdej dziury, wskakują jeden drugiemu na plecy coraz szybciej, niweczą poprzednika zanim dopowiedział pierwsze zdanie, by po sekundzie same zostały zniweczone. (...) Do niedawna byliśmy w stanie interpretować obrazy w tym samym tempie, w jakim je nam opowiedziano. Rozumieć je i przeżywać. Dziś odwieczna równoległość nadawcy i odbiorcy zostaje zerwana, szybsze od karabinu maszynowego tempo obrazkowej narracji skutecznie eliminuje myśli i uczucia. Pozostaje wir. A przecież wśród komunikatów są ludzkie historie. Już sprowadzone do roli wirujących kształtów jak każdy inny gadżet. Czyjaś twarz staje się więc taką samą masą jak inny FCG (Fast Consumer Good), towar szybkiego użycia.   (...) Facebookowy świat zaledwie ślizga się po powierzchni rzeczy. Zamiast słuchać się nawzajem i podczas rozmowy patrzeć sobie w oczy, zasypujemy się wstukanymi w rozgrzaną klawiaturę...