Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2019

Na pohybel formalistom!

Formalizm to koncepcja, według której to co decyduje o wartości dzieła, można zawrzeć w dwóch kategoriach - formie oraz treści. Jedynym jednak (lub w wersji mniej radykalnej - najważniejszym) aspektem oceny ma być  forma , czyli zestaw fizycznych, pozazmysłowych właściwości dzieła, takich jak układ, konstrukcja lub kompozycja. W szerokim ujęciu  forma  to "materialne uposażenie" dzieła sztuki (Ingarden), czyli to co bezpośrednio jest w dziele przedstawione i postrzegane przez odbiorcę. Wg Ingardena z tak przedstawioną formą koreluje treść, będąca domniemaniem tego, czego bezpośrednio nie można odczytać z dzieła. Forma to ucieleśnienie, treść tym, co zostało wyrażone przez ucieleśnienie. Dla formalistów treść jest drugorzędną cechą dzieła, cechą, która nie powinna wpływać na jego całościową ocenę; całkowicie oddzielają formę od treści  przekonując, że dzieło sztuki powinno pozostać "organiczną całością", którego interpretacja nie powinna zależeć od walorów ...

Koniec świata cz. 3

Inne wakacje Oczywiście jeździłem też na kolonie. Na pierwszych wylądowaliśmy w Międzyzdrojach i to był pierwszy raz w życiu, kiedy zobaczyłem morze. Czy zrobiło na mnie wielkie wrażenie? Chyba nie, bo nie pamiętam jakiegoś wielkiego entuzjazmu, ale być może ma to związek z tym, że tęskniłem za domem. Pamiętam za to, że wszedłem z tak wielkim impetem w słup drogowy, że po odbiciu od niego wylądowałem na ulicy i że śmiechom z tego nie było końca. Chłopcy mieszkali na drugim piętrze, dziewczyny na pierwszym i jak to bywa na koloniach, na jednej z dyskotek, gdzie do hitów lat 80 i 90 każdy podpierał ściany, a na środku stołówki zmienionej w salę taneczną, podskakiwało kilka dziewczyn, poznałem się z jedną taką - niestety jej imienia nie pamiętam. Doskonale za to pamiętam skąd była: Wodzisław Śląski, osiedle XXX-lecia. Skąd pamiętam? Dziewczyna wysłała do mnie list po tych wakacjach, taki papierowy, na który, wstyd się przyznać, nie odpisałem. Któregoś razu po czasie wolnym i po kolacj...

Koniec świata cz. 2

Dzieciństwo, które chcę pamiętać   Moi rodzice są gorolami. To oznacza, że każde wakacje mogłem spędzać poza Śląskiem. Koledzy i koleżanki z klasy wyjeżdżali na kolonie organizowane przez zakłady pracy, ja wakacje spędzałem u swoich babć, wujków i ciotek z niezliczoną rzeszą kuzynów i kuzynek, bliższych i dalszych.  Wakacje w ogóle są bogatym źródłem wspomnień. Z oczywistych względów był to okres niezwykłego poczucia wolności, takiej wolności, której prawdopodobnie nikt z nas nigdy nie będzie już  miał. Wychodziliśmy z domów rano, czasami nawet wcześniej niż podczas roku szkolnego, a wracaliśmy dopiero wtedy, gdy nas zmusił do tego głód.   Jeden z moich kuzynów uwielbiał wszystko, co było związane z wojskiem. Starszy ode mnie i od mojego brata o kilka lat, był naturalnie wielkim autorytetem i słuchaliśmy z zapartym tchem, kiedy opowiadał nam o najróżniejszych konfliktach zbrojnych, zwłaszcza tych, w których brali udział bohaterscy Amerykanie walczący w Kor...

Koniec świata cz. 1

To czego nie mogę pamiętać  Urodziłem się zimą, w czasach, kiedy mięso można było kupić tylko jeśli posiadało się bony żywnościowe nazywane przez wszystkich kartkami. Oczywiście nie mogę tego pamiętać. Pierwsze co pamiętam, to słoneczny dzień w kolorze sepii. Choć prawdę mówiąc, nie wiem ile w tym wspomnieniu jest mojej pamięci, a ile opowiadań moich rodziców i fotografii z tamtego okresu. Więc te pierwsze wspomnienie dotyczy jednego z moich pierwszych zakupów: oto stoję przy ladzie niewielkiego sklepu na rogu jakichś ulic na Bobrku i trzymam w dłoni banknot stuzłotowy, czerwony, wymięty, z zamiarem kupna lizaka. Karmelowego serca na patyku. Moja mama czeka na mnie przed sklepem, promienie słońca przedzierają się przez liście koloru sepii, niebo jest pomarańczowe, wszystkie kolory dookoła to brązy i beże, choć mógłbym przysiąc, że była wiosna, a może wczesne lato, liście powinny być zielone, niebo błękitne, ceglane familoki czerwone i a miniona epoka szarobura.  Kolejne ws...

Viva najpiękniejsze 2018!

W tym roku tak naprawdę czekałem na dwa albumy. Zachęcony singlem, na którym znalazły się połączone trzy utwory, mocno wyczekiwałem Double Negative , dwunastego albumu Amerykanów z zespołu Low . I mimo, że pozostawili mnie z poczuciem lekkiego niedosytu, ciągle jestem pod wrażeniem kreatywnych i zupełnie interesujących rozwiązań zastosowanych na ich tegorocznym albumie, i to zarówno w brzmieniu, i w produkcji, a także w konstrukcji i aranżacjach. Drugim z zespołów, na którego płytę czekałem, było brytyjskie IDLES z Joy as an Act of Resistance . Typy zrobili płytę prosto z serca, która wzięła szturmem wszystkich wrażliwców, wycisnęła z nich łzy oraz wetknęła w nie nieco nadziei w tym smutnym i pojebanym świecie. Po za tym nie nastawiałem się jakoś szczególnie na nic i niczego nie oczekiwałem. Może po prostu lubię jak mnie zaskakują dobre rzeczy. I rzeczywiście – pojawiły się takie. Pierwszym z nich była absolutnie fantastyczna i zjawiskowa płyta krakowskich Rycerzyków . Ich naład...