Przejdź do głównej zawartości

Posty

DENTYŚCI Roland Topor W swoim czasie każdy z nas doświadczył przykrości z racji znalezienia się w zasięgu dentysty o cuchnącym oddechu. Dentystom, jak przekonaliśmy się o tym wielokrotnie, śmierdzi z gęby. Dlaczego? Pewien były stomatolog, który wolał zachować anonimowość, puścił farbę: dentyści nigdy nie myją zębów. Tak naprawdę szczotkowanie niszczy je. A usuwanie kamienia? Szkodliwe. Leczenie próchnicy? Fatalne. Plombowanie, zakładanie mostków? Katastrofalne. Wystarczy przyglądać się czaszkom naszych przodków, a dokładniej - ich szczękom, żeby stwierdzić, jak wspaniałe posiadali uzębienie, zanim poddali się dyktaturze stomatologów. Wzorujcie się na tym, jak dentyści postępują, a nie na tym, co mówią. Zastawcie żeby w spokoju. Będzie wam śmierdzieć z ust? Najwyżej wezmą was za stomatologów. 

Na pohybel formalistom!

Formalizm to koncepcja, według której to co decyduje o wartości dzieła, można zawrzeć w dwóch kategoriach - formie oraz treści. Jedynym jednak (lub w wersji mniej radykalnej - najważniejszym) aspektem oceny ma być  forma , czyli zestaw fizycznych, pozazmysłowych właściwości dzieła, takich jak układ, konstrukcja lub kompozycja. W szerokim ujęciu  forma  to "materialne uposażenie" dzieła sztuki (Ingarden), czyli to co bezpośrednio jest w dziele przedstawione i postrzegane przez odbiorcę. Wg Ingardena z tak przedstawioną formą koreluje treść, będąca domniemaniem tego, czego bezpośrednio nie można odczytać z dzieła. Forma to ucieleśnienie, treść tym, co zostało wyrażone przez ucieleśnienie. Dla formalistów treść jest drugorzędną cechą dzieła, cechą, która nie powinna wpływać na jego całościową ocenę; całkowicie oddzielają formę od treści  przekonując, że dzieło sztuki powinno pozostać "organiczną całością", którego interpretacja nie powinna zależeć od walorów ...

Koniec świata cz. 3

Inne wakacje Oczywiście jeździłem też na kolonie. Na pierwszych wylądowaliśmy w Międzyzdrojach i to był pierwszy raz w życiu, kiedy zobaczyłem morze. Czy zrobiło na mnie wielkie wrażenie? Chyba nie, bo nie pamiętam jakiegoś wielkiego entuzjazmu, ale być może ma to związek z tym, że tęskniłem za domem. Pamiętam za to, że wszedłem z tak wielkim impetem w słup drogowy, że po odbiciu od niego wylądowałem na ulicy i że śmiechom z tego nie było końca. Chłopcy mieszkali na drugim piętrze, dziewczyny na pierwszym i jak to bywa na koloniach, na jednej z dyskotek, gdzie do hitów lat 80 i 90 każdy podpierał ściany, a na środku stołówki zmienionej w salę taneczną, podskakiwało kilka dziewczyn, poznałem się z jedną taką - niestety jej imienia nie pamiętam. Doskonale za to pamiętam skąd była: Wodzisław Śląski, osiedle XXX-lecia. Skąd pamiętam? Dziewczyna wysłała do mnie list po tych wakacjach, taki papierowy, na który, wstyd się przyznać, nie odpisałem. Któregoś razu po czasie wolnym i po kolacj...

Koniec świata cz. 2

Dzieciństwo, które chcę pamiętać   Moi rodzice są gorolami. To oznacza, że każde wakacje mogłem spędzać poza Śląskiem. Koledzy i koleżanki z klasy wyjeżdżali na kolonie organizowane przez zakłady pracy, ja wakacje spędzałem u swoich babć, wujków i ciotek z niezliczoną rzeszą kuzynów i kuzynek, bliższych i dalszych.  Wakacje w ogóle są bogatym źródłem wspomnień. Z oczywistych względów był to okres niezwykłego poczucia wolności, takiej wolności, której prawdopodobnie nikt z nas nigdy nie będzie już  miał. Wychodziliśmy z domów rano, czasami nawet wcześniej niż podczas roku szkolnego, a wracaliśmy dopiero wtedy, gdy nas zmusił do tego głód.   Jeden z moich kuzynów uwielbiał wszystko, co było związane z wojskiem. Starszy ode mnie i od mojego brata o kilka lat, był naturalnie wielkim autorytetem i słuchaliśmy z zapartym tchem, kiedy opowiadał nam o najróżniejszych konfliktach zbrojnych, zwłaszcza tych, w których brali udział bohaterscy Amerykanie walczący w Kor...

Koniec świata cz. 1

To czego nie mogę pamiętać  Urodziłem się zimą, w czasach, kiedy mięso można było kupić tylko jeśli posiadało się bony żywnościowe nazywane przez wszystkich kartkami. Oczywiście nie mogę tego pamiętać. Pierwsze co pamiętam, to słoneczny dzień w kolorze sepii. Choć prawdę mówiąc, nie wiem ile w tym wspomnieniu jest mojej pamięci, a ile opowiadań moich rodziców i fotografii z tamtego okresu. Więc te pierwsze wspomnienie dotyczy jednego z moich pierwszych zakupów: oto stoję przy ladzie niewielkiego sklepu na rogu jakichś ulic na Bobrku i trzymam w dłoni banknot stuzłotowy, czerwony, wymięty, z zamiarem kupna lizaka. Karmelowego serca na patyku. Moja mama czeka na mnie przed sklepem, promienie słońca przedzierają się przez liście koloru sepii, niebo jest pomarańczowe, wszystkie kolory dookoła to brązy i beże, choć mógłbym przysiąc, że była wiosna, a może wczesne lato, liście powinny być zielone, niebo błękitne, ceglane familoki czerwone i a miniona epoka szarobura.  Kolejne ws...

Viva najpiękniejsze 2018!

W tym roku tak naprawdę czekałem na dwa albumy. Zachęcony singlem, na którym znalazły się połączone trzy utwory, mocno wyczekiwałem Double Negative , dwunastego albumu Amerykanów z zespołu Low . I mimo, że pozostawili mnie z poczuciem lekkiego niedosytu, ciągle jestem pod wrażeniem kreatywnych i zupełnie interesujących rozwiązań zastosowanych na ich tegorocznym albumie, i to zarówno w brzmieniu, i w produkcji, a także w konstrukcji i aranżacjach. Drugim z zespołów, na którego płytę czekałem, było brytyjskie IDLES z Joy as an Act of Resistance . Typy zrobili płytę prosto z serca, która wzięła szturmem wszystkich wrażliwców, wycisnęła z nich łzy oraz wetknęła w nie nieco nadziei w tym smutnym i pojebanym świecie. Po za tym nie nastawiałem się jakoś szczególnie na nic i niczego nie oczekiwałem. Może po prostu lubię jak mnie zaskakują dobre rzeczy. I rzeczywiście – pojawiły się takie. Pierwszym z nich była absolutnie fantastyczna i zjawiskowa płyta krakowskich Rycerzyków . Ich naład...

mechaniczna klawiatura

Chciałem sobie coś napisać, bo dawno nie pisałem na mechanicznej klawiaturze. Przynajmniej jest "feeling" mechanicznej klawiatury. W każdym razie słychać całkiem charakterystyczny stukot pukot mechanizmu pod klawiszami. Czuję, że piszę. Nareszcie. Tylko to niekoniecznie musi być mechanizm taki prawdziwy. Może ten mechanizm być udawany przez kawałek sprężynki, który tylko naśladuje stukanie pukanie prawdziwego mechanizmu klawiatury mechanicznej. Czy jest na tym świecie jeszcze coś prawdziwego?